Podróż do Krasnegostawu, była pierwszą moją dalszą wyprawą na ślub. Wiązała się z nią spora dawka adrenaliny i ekscytacji. Do swojej fury “Renaty” przygarnęli mnie Michał i Marta. Kiedy Marta smacznie spała na tylnej kanapie, my poruszaliśmy wiele kwestii, między innymi o elektronice we francuskich samochodach. Wszystko szło jak po maśle, zgodnie z  wcześniejszymi ustaleniami. Z racji, iż droga była pusta i szeroka, podróż mijała nam w szybkim tempie. Jednak jak to już w życiu bywa, nie wszystko może być piękne i idealne. W pewnym momencie, podczas jazdy spod kolumny kierowniczej zaczął unosić się dym. Moje zdenerwowanie spostrzegł Michał, który uśmiechną się i  wyluzowanym głosem powiedział  “Spokojnie, to zaraz minie, już tak miałem”. Rzeczywiście szybkie wietrzenie samochodu i kłopoty zostały zażegnane. Jednak w związku z tym wydarzeniem, czekała na nas kolejna drobna niedogodność w dalszej podróży. Układ który się spalił odpowiadał  również za klimatyzację, a tym samym pozostaliśmy pozbawieni przyjemnego chłodu.

Po przyjeździe na miejsce, szybko rozpakowaliśmy się w swoich domkach. Po krótkiej aklimatyzacji i względnym odpoczynku, ruszyłem na przygotowania do Karoliny i Krzyśka. Nikt nigdy nie przywitał mnie tak jak Oni, gorąco, serdecznie, jak gdyby starego przyjaciela. To spowodowało,  że i ja czułem się jak u siebie, wyluzowany, pełen dobrego humoru i pozytywnego nastawienia. Dodatkowo jak to w takie dni bywa,  wszyscy dookoła byli uśmiechnięci i szczęśliwi, co i również na mnie doskonale wpływało. Było po prostu pięknie.

Ostatnie przygotowania do ceremonii w jednym mieszkaniu, wzajemne unikanie się Państwa Młodych, tak aby wytrzymać do pierwszego spojrzenia, krzątanina członków rodzin – budowało to niesamowite napięcie i nastrój wyczekiwania, właśnie na ten moment, gdy On zobaczy swoją przyszłą Żonę w w pięknej sukni ślubnej. Uśmiechnięta od ucha do ucha mama Karoliny, która dbała o wszystkich wokoło, świadkowa Ania hurtowo prasująca koszule oraz świadek Maciek, rozluźniający z resztą z wielkim powodzeniem atmosferę.

Wkrótce nadszedł ten moment. Zaczęło się. Błogosławieństwo, któremu towarzyszyły  piękne wzruszenia i łzy radości. Sama ceremonia w kościele była bardzo ciepła i przebiegała w wybornej atmosferze. Uśmiechy nie schodziły z twarzy Młodej Pary niemalże przez cały czas. Swoje „trzy grosze” dołożył do tego bardzo sympatyczny ksiądz, który celebrował uroczystość.

Samo wyjście z kościoła to była istna petarda, takie o jakim marzyłem!  Radość, euforia w czystej postaci, zadowolenie wśród gości  i zjawiskowe płatki róż! To jednak nie był koniec szaleństw tego dnia. Wesele również było wyśmienite, a parkiet pełny przez całą noc. Bardzo się cieszę, że mogłem brać w tym niesamowitym wydarzeniu udział. Z pewnością wspomnienia z Krasnegostawu pozostaną ze mną na długo.  Zapraszam na ten gorący materiał.

P.S. Już niedługo czeka nas wspólny plener, oj będzie się działo J! Zaglądajcie na facebooka bo na pewno coś się pojawi.